Krzysztof Rutkowski, znany detektyw, wziął sprawę Marcina Romanowskiego we własne ręce. Zniecierpliwiony brakiem postępów ze strony służb, wybrał się aż do Naddniestrza, by osobiście zweryfikować jeden z najgłośniejszych tropów w tej sprawie.
Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości, jest obecnie poszukiwany listem gończym w związku z aferą związaną z Funduszem Sprawiedliwości. Obawiając się zatrzymania, polityk zniknął i zaczął się ukrywać. Sprawa nabrała nowego wymiaru, gdy do warszawskiego sądu wpłynęło pismo z prośbą o wydanie mu listu żelaznego - a przesyłkę nadano, jak ustalono, w Naddniestrzu, prorosyjskim regionie Mołdawii.
Krzysztof Rutkowski ogłosił publicznie, że rusza prosto do Mołdawii, by na własną rękę potwierdzić lub wykluczyć ten trop. Zapowiadał przeprowadzenie działań wywiadowczych i własnego śledztwa dziennikarskiego.
Jestem przed urzędem pocztowym w miejscowości Bendery, skąd Marcin Romanowski miał wysłać pismo do prokuratury w Polsce w celu uzyskania listu żelaznego. Potwierdzimy lub wykluczymy jego w tym urzędzie pocztowym, gdzie obecnie jesteśmy. Dlaczego mógł wybrać ten urząd pocztowy? A bo nie jest on monitorowany przez żadne kamery - relacjonował na miejscu.
Detektyw zdał relację z wyprawy na na Instagramie w postaci nagrania sprzed naddniestrzańskiego urzędu pocztowego, w którym podważył teorię o ukrywaniu się tam byłego wiceministra.
Po spotkaniu z panią naczelnik poczty ani ona, ani jej pracownica nie rozpoznały Marcina Romanowskiego, który miałby z tego urzędu pocztowego wysłać pismo do Polski. Każde pismo, które wychodzi z tej poczty jest rejestrowane. Musimy poddać pewnej weryfikacji, czy faktycznie z tej poczty był wysyłany jakikolwiek list do Polski - powiedział Rutkowski.
SPRAWDŹ: Krzysztof Rutkowski ściga Marcina Romanowskiego: GLEBA I POZAMIATANE!
W opisie nagrania detektyw nie szczędził gorzkich słów pod adresem polskich i mołdawskich służb, zarzucając im całkowitą bezczynność.
Wykluczamy Marcina Romanowskiego, który miałby wysłać list z naddniestrzańskiej poczty. Ani ze strony polskiej, ani mołdawskiej nikt tego nie zweryfikował. Ujawniamy, że Romanowskiego tu nigdy nie było. Skąd został wysłany list - dodał w opisie do wideo.

Krzysztof Rutkowski, fot. Instagram

Krzysztof Rutkowski, fot. Instagram

Krzysztof Rutkowski, fot. Instagram

Marcin Romanowski, fot. Wojciech Olkusnik/East News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze