Karol Strasburger nie śledzi portali plotkarskich, ale plotki i tak do niego docierają. O rzekomym rozwodzie, kolejnym dziecku i "tragicznym życiu" słyszał już wszystko. I w końcu powiedział, co o tym myśli. Spokojnie, z klasą, ale bez taryfy ulgowej.

Karol Strasburger od dekad należy do grona najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji. Prowadzi "Familiadę", jest aktorem, a jego życie prywatne — związek z dużo młodszą żoną Małgorzatą i ojcostwo w późnym wieku — od lat rozgrzewa wyobraźnię internautów. Niestety nie zawsze w sposób, który miałby cokolwiek wspólnego z prawdą.
Twierdzi, że nie czyta portali plotkarskich i nie śledzi tego, co piszą o nim media. Ale — jak sam przyznaje — i tak wszystko do niego dociera. Absurdalne nagłówki, zmyślone scenariusze, sensacje, które "gruchnęły w nocy" i okazały się niczym. W rozmowie z "Super Expressem" postanowił wreszcie powiedzieć wprost, co o tym wszystkim sądzi.
Kiedy padło pytanie o plotki krążące w internecie na jego temat, nie udawał, że go to nie dotyka. Ale zamiast złości wybrał coś silniejszego — szczerość i dystans:
Mnie plotki nie rozbawiają, przyznam szczerze, a jednocześnie nie jestem dobrym odbiorcą, ponieważ nie słucham, nie czytam, nie wnikam, ale to do mnie dociera oczywiście. Jestem osobą, która żyje dość nietypowo, mając dziecko małe, mając dużo młodszą żonę od siebie i tak dalej. To wszystko spotyka mnie w sposób trochę zadziwiający, trochę denerwujący, a najbardziej współczuję tym ludziom, którzy nie mając własnego życia, tak się wciskają, tak oceniając cudze życie, plotkują, gadają, że ja będę miał drugie dziecko, że już mam, gadają, że już się dawno rozwiodłem, gadają, że już moje życie jest tragiczne i tak dalej. Wymyślają, co chcą. Nie mam w ogóle zrozumienia do tego faktu — przyznał.
Reklama
Strasburger nie poprzestał na ocenie hejterów i plotkarzy. Poszedł krok dalej i rozebrał na czynniki pierwsze cały mechanizm, który napędza portale plotkarskie. Jego analiza jest zaskakująco rzeczowa jak na kogoś, kto sam jest od dekad obiektem medialnego zainteresowania.
Śmieję się zawsze z tych artykułów, które się pojawiają codziennie: »Dziś w nocy gruchnęła wiadomość« — no i te wiadomości gruchają niby, często są nieprawdą, nic nie gruchnęło w nocy. To jest takie zainteresowanie, aby ludzie klikali i żeby oglądali to coś, co się potem okazuje bardzo błahe, albo w ogóle nieistniejące. Ja to rozumiem, że po drodze mamy reklamy majtek, staników, gumy do żucia, wszystkiego po kolei, więc chodzi o te reklamy — uważa.
Reklama
SPRAWDŹ: Karol Strasburger przestał pokazywać się z młodą żoną. Podał zaskakującą przyczynę
Karol Strasburger zaznaczył, że rozumie logikę rynkową — reklama istnieje, bo istnieje konkurencja i towary do sprzedania. Pamięta czasy pustych sklepów, gdy reklama nie miała sensu. Ale dodał, że nie wszystkie środki są równie akceptowalne. I że walka o kliknięcia kosztem czyjejś prywatności i godności to granica, której przekraczać nie należy. Słowa spokojne, wyważone — i tym celniejsze.

Karol Strasburger, fot. KAPiF

Karol Strasburger, Małgorzata Strasburger, fot. KAPiF

Karol Strasburger, Małgorzata Strasburger, fot. KAPiF
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze