Jedno z najgłośniejszych rozstań w historii polskiego show-biznesu, lata wzajemnych zaczepek i milczenia — i wreszcie: spokój. Maja Sablewska powiedziała nam wprost, jak dziś wygląda jej relacja z Dodą. I dlaczego nie żałuje ani jednej chwili z tamtej epoki.

Współpracowały od 2005 roku — najpierw gdy Doda była liderką Virgin, potem przy debiutanckiej solowej płycie "Diamond Bitch". To Maja Sablewska odpowiadała za jedną z najbardziej spektakularnych metamorfoz w historii polskiej branży muzycznej. Zamieniła wulgarną gwiazdkę reality-show w największą popową ikonę w Polsce. Wszystko szło świetnie — do jesieni 2009 roku, gdy Maja przyjęła pod swoje skrzydła młodą wokalistkę Marinę Łuczenko. Doda miała życzyć sobie wyłączności. Nie dostała jej.
Rozstanie przyszło z hukiem. Doda poinformowała Sablewską o zwolnieniu za pośrednictwem mediów — tuż przed jej pierwszym nagraniem w talent show "X-Factor", w którym pojawiała się jako jurorka. Potem przez lata nie szczędziła gorzkich słów. W wywiadach nazywała ją "oszustką", "manipulatorką" i "niegodną zaufania osobą". Podkreślała też, że "nie poda jej nigdy dłoni". Sablewska przez całą tę burzę zachowywała spokój — nie prała publicznie brudów, nie odpowiadała na zaczepki byłej podopiecznej, a nawet często stawała po jej stronie.
Kiedy zapytaliśmy Maję Sablewską, jak dziś patrzy na tamten rozdział i jakie relacje łączą ją z Dodą, odpowiedziała bez chwili wahania — spokojnie, ale precyzyjnie.
Ja ją bardzo dobrze znam, znam też jej dobre strony i na tym się koncentruję. Nie jest jej łatwo, nikt do niej nie podchodzi z takiej strony zrozumienia, tylko każdy ją ocenia. Ja nie wiem, czy ja bym wytrzymała cały czas taką presję społeczeństwa. Natomiast na ten moment my nie mamy żadnej relacji ze sobą — wyznała szczerze.
Ale to nie brak relacji przykuł naszą uwagę najbardziej. Maja powiedziała też coś, co brzmi jak finalne rozliczenie z latami konfabulacji i pomówień.
Szanujemy się i to jest dla mnie bardzo wartościowe. Cieszę się bardzo, że te wszystkie konfabulacje na mój temat przez lata okazały się nieprawdą i że w zasadzie czas przyniósł sam odpowiedzi. Nie musiałam nic mówić.
Zapytana o to, czy żałuje tej współpracy i czy czas goi rany, udzieliła równie jednoznacznej odpowiedzi. I dodała coś, co zamyka definitywnie pytanie o to, kto miał rację:
Tu nie było czego goić. Wiedziałam jaka jest prawda, wiedziałam, że z sercem na dłoni pracowałam z każdym artystą. Byłam turbouczciwa i mam wrażenie, że pełniłam wiele ról, nie tylko rolę menadżera. Natomiast ta era się zamknęła.
Reklama
Mimo licznych ofert Sablewska nie zamierza wracać do roli menadżerki. Przyznała nam, że dostaje wiele propozycji — od artystów i muzyków — ale ten rozdział jest dla niej definitywnie zamknięty. Po zakończeniu burzliwej kariery menadżerskiej przeszła terapię, wróciła do siebie i nauczyła się wyznaczać granice. Dziś inspiruje innych do podobnych zmian. A Doda? Ma dwa oblicza, jak każdy z nas — i Maja Sablewska, empatka do szpiku kości, woli skupiać się na tym lepszym obliczu.

Maja Sablewska, fot. KAPiF

Doda, Maja Sablewska, fot. KAPiF

Doda, Maja Sablewska, fot. KAPiF

Doda, Rafał Rabczewski, Maja Sablewska, fot. KAPiF
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze