Zaproponowała 25 tysięcy złotych za informacje o sprawcy wypadku, w którym zginął Łukasz Litewka — prokuratura zgasiła ją, a rodzina posła dała do zrozumienia, że nie potrzebuje jej pomocy. Teraz Doda po raz pierwszy mówi o tym wprost.

Kiedy w kwietniu zginął Łukasz Litewka, Doda była jedną z pierwszych osób ze świata show-biznesu, które zabrały głos. Przyjechała na pogrzeb, złożyła własny wieniec, zadedykowała mu piosenkę na scenie. A potem poszła o krok dalej — ogłosiła publicznie, że zapłaci 25 tysięcy złotych każdemu, kto dostarczy jej informacje o sprawcy wypadku. Zaangażowanie piosenkarki natychmiast wywołało reakcję prokuratury, która wezwała internautów, by nie odpowiadali na ten apel. To był jednak dopiero początek kłopotów Dody w tej sprawie.
Na konferencji prasowej 63. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu reporterka zapytała Dorotę Rabczewską o list otwarty rodziny Litewki dotyczący napięć w fundacji Team Litewka. Doda przyznała, że czytała. I wtedy powiedziała to, czego wcześniej nie ujawniała publicznie:
Obiecałam sobie, że nie będę się w to mieszać, po tym jak zostałam sprowadzona na ziemię przez prokuratora. Po tym, jak rodzina dała mi jednoznacznie do zrozumienia, że oni wierzą tylko i wyłącznie organom ścigania, nikomu innemu. Postanowiłam to uszanować.
Reklama
Piosenkarka nie ukrywała, że do niej też docierają sygnały o tym, co dzieje się za kulisami Team Litewka. Nie chciała jednak wchodzić w szczegóły.
Tam jest straszny bałagan. Do mnie też dzwonią ludzie z jakimiś dziwnymi plotkami na temat tej fundacji. Nawet nie chcę ich powtarzać, bo nie chcę się w to w ogóle mieszać — stwierdziła.
SPRAWDŹ: Doda i Łukasz Litewka ukrywali wspólny sekret. Poseł bał się, że ktoś się dowie
To wstrzemięźliwość zaskakująca jak na Dorotę Rabczewską — kobietę, która przez całe życie zawodowe nie bała się mówić wprost. Tym razem wyraźnie postanowiła cofnąć się o krok. Ale bez komentarza mimo wszystko tego nie zostawiła.
Na końcu wywiadu padły słowa, które w sieci rozeszły się błyskawicznie. Doda dodała, że ma też swoje własne sprawy — i podsumowała całą sytuację jednym zdaniem:
Ja też mam swoje sprawy. Ale tak to jest — kapitana nie ma, statek tonie.
Internauci są podzieleni — jedni doceniają to, że Doda uszanowała wolę rodziny i wycofała się z gry. Drudzy twierdzą, że publiczne komentowanie sytuacji, do której oficjalnie się nie miesza, to nie do końca milczenie. Jedno jest pewne — temat fundacji Litewki nie cichnie. I Doda — choć mówi, że się wycofuje — wciąż jest w centrum tej rozmowy.

Doda, Łukasz Litewka, fot. KAPiF

Łukasz Litewka, Doda, fot. Instagram

Łukasz Litewka, Doda, fot. Instagram

Doda, fot. KAPiF

Łukasz Litewka, fot. Instagram
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze