Przed laty przedwcześnie zmarł ojciec Marcina Millera. Piosenkarz dedykował swojemu tacie jeden z utworów. Śmierć mamy długo utrzymywał w tajemnicy. "Mama odeszła w moich ramionach" - przyznał pogrążony w smutku.

Marcin Miller od lat jest jednym z najpopularniejszych piosenkarzy disco polo. Wraz z zespołem Boys nagrał wiele hitów z "Jesteś szalona" na czele. Niewiele osób wie, że muzyk zmierzył się w swoim życiu z wieloma tragediami, w tym ze śmiercią rodziców.
Rodzicami Marcina Millera byli Maria i Waldemar Millerowie. Jak podaje Wikipedia, pochodzili z okolic Ełku i pracowali w Przedsiębiorstwie Sprzętu i Transportu Wodno-Melioracyjnego w Grajewie.
Mama piosenkarza, Maria, po śmierci męża prowadziła spokojne życie na Mazurach. Piosenkarz długo utrzymywał informację o śmierci swojej mamy w sekrecie. Dopiero niedawno opowiedział o jej ostatnich dniach.
Mamy już nie ma, ale nikt o tym nie wiedział. Nie wysprzęglałem się z tego, bo mama zmarła mi, powiedzmy, na moich ramionach. Trochę tamto przeżyłem, ale życie toczyło się dalej [...] Udzielałem wywiadów, uśmiechałem się, jeździłem, wiesz, na różne programy i potem musiałem wracać do mieszkania i pomagałem mamie. No i tak po prostu mama odeszła w moich ramionach - wyznał w rozmowie z "Telemagazynem".
SPRAWDŹ: Marcin Miller o najgorszym okresie w życiu: Coś źle zrobiłem. Zostałem sam
Ojciec piosenkarza zmarł przedwcześnie. Stało się to, kiedy Marcin dopiero rozpoczynał swoją karierę. W 2009 roku artysta dedykował tacie utwór "Po prostu Waldi". O tych trudnych chwilach opowiedział w książce "Jestem szalony".
»Marcin, twój tata umiera. Zawracaj natychmiast, bo cię nie pozna. Już teraz ma problemy z rozpoznaniem kogokolwiek«, powiedziała. Kazałem zatrzymać samochód. Wyszedłem z auta i zadzwoniłem do organizatora koncertu. Mówię: »Muszę wracać«. On na to: »To zagraj ten koncert, a ja odwiozę cię do Opola prosto do szpitala. Rano będziesz na miejscu«. I tak było. (...) Gdy zmarł, musiałem kupić dla niego garnitur do trumny, buty… Pierwszy raz znalazłem się w takiej sytuacji. Pamiętam, jechałem wtedy pod prąd, zatrzymała mnie policja. Gdy policjant usłyszał, że zmarł mi tata, wyrzucił mandat i jedynie pouczył, bym uważał na drodze. Wróciłem do domu z tymi rzeczami. Mama płakała. Czas mija, ale tęsknota zostaje - wspominał.
Dodał, że bardzo przeżył śmierć ojca i przeżywa do dziś.

Marcin Miller, fot. KAPiF

Marcin Miller, fot. KAPiF

Marcin Miller, fot. KAPiF

Marcin Miller, fot. KAPiF
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze