Andrzej Grabowski wyszedł pijany na scenę. Zaskakująca reakcja widzów
Andrzej Grabowski od dekad należy do ścisłej czołówki polskich aktorów. Na koncie ma ponad setkę ról, pracował w najważniejszych teatrach, a widzom utkwił w głowach przede wszystkim jako Ferdynand Kiepski ze "Świata według Kiepskich". Rola, do której sam ma stosunek ambiwalentny. W serialu jego bohater sięga po piwo niemal w każdej scenie. W życiu Grabowski przyznaje, że alkohol bywał też jego prywatnym problemem.
W programie "WojewódzkiKędzierski" aktor otworzył się na temat zawodowych wpadek, których zresztą nigdy się nie wypierał. Historia z kabaretowym stand-upem w nadmorskiej miejscowości jest dziś legendą.
Podczas kabaretowego wieczoru w nadmorskim kurorcie Grabowski w połowie programu zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie go skończyć. Kartka z monologiem wypadła mu ze sceny. Nie miał siły jej podnieść. Zamiast udawać chorobę lub katastrofę techniczną, zrobił coś, czego widzowie zupełnie się nie spodziewali.
Wypadła mi karta, miałem monolog, potrzebowałem kartki i bałem się po nią schylić. W związku z tym zrezygnowałem, powiedziałem: drodzy państwo, sami widzicie, nic z tego nie będzie. Na szczęście po mnie występował młody kabaret, który przedłużył swój program.
Reklama
SPRAWDŹ: Adam Ferency pijany podczas spotkania autorskiego: Całe życie ocierałem się o alkohol
Następnego ranka wstał, zadzwonił do organizatora i kazał rozlepić plakaty: wraca i gra za darmo. Na sali zjawiły się trzy razy tyle osób co poprzedniego wieczoru. Grabowski wszedł na scenę z kamyczkiem w kieszeni i zanim powiedział pierwsze słowo spektaklu, wyznał prawdę o poprzednim dniu, jak opisał w rozmowie z Wojewódzkim:
Wziąłem sobie kamyczek do kieszeni i powiedziałem: wiecie państwo, byłem pijany wczoraj, dlatego was dzisiaj zaprosiłem. Ale kto jest bez winy — ja tutaj mam taki kamień — niech rzuci we mnie tym kamieniem.
Reklama
Nikt nie rzucił. Niektórzy podziękowali mu za szczerość. Grabowski przyznał w programie, że podobny scenariusz rozegrał się też wcześniej, w teatrze, gdzie spektakl odwołano oficjalnie z powodu "choroby aktora", podczas gdy prawdziwą przyczyną był jego stan. Zapłacił za to równowartość dwóch pensji na komisji dyscyplinarnej. Ale jak sam mówi: granie pod wpływem zdarza się wielu aktorom, on jest po prostu jednym z niewielu, którzy nie udają, że tak nie jest. Publiczność to docenia.

Andrzej Grabowski, fot. KAPiF

Andrzej Grabowski, fot. KAPiF

Andrzej Grabowski, fot. KAPiF
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze